wtorek, 22 października 2013

Co krokodyl jada na obiad? i Rudyard Kipling

Muszę o tym napisać, bo czasem jest tak, że wychodząc z teatru wciąż jesteśmy pod wielkim wrażeniem tego co właśnie zobaczyliśmy, to coś skłania nas do refleksji i nie pozwala tak po prostu zapomnieć. Takie było najnowsze przedstawienie Wrocławskiego Teatru Lalek " Co krokodyl jada na obiad?"  w reżyserii Jarosława Kiliana, które dziś miałam przyjemność zobaczyć razem z dziećmi z Zosi przedszkola. ( jako ta mama wciąż nie pracująca zostałam na chwilę opiekunem grupy :)) To było coś niesamowitego. Na deskach teatru zostały opowiedziane dwie różne historie, chyba te najbardziej znane z książki " Takie sobie bajeczki" Rudyarda Kiplinga ( twórcy "Księgi dżungli"). 
 W dawnych, bardzo dawnych czasach, Kochanie, słoń wcale nie miał żadnej trąby ... i w tych dawnych, bardzo dawnych czasach żył sobie jeden Słoń, a raczej Słonik. Słoniątko o nieposkromionej ciekawości..."
... tak zaczyna się pierwsza historia, która  jest opowieścią o ciekawskim słoniku, który bez przerwy zadaje pytania. To opowieść, która nie tylko w zabawny sposób tłumaczy nam dlaczego od zawsze słonie mają takie długie trąby, ta opowieść jest troszkę opowieścią o każdym z nas- poznającym świat, zauważającym fakt, że świat się zmienia a my zmieniamy się wraz ze światem.










wszystkie fot. Karol Krukowski, źródło : http://www.teatrlalek.wroclaw.p


Druga historia podobała mi się jeszcze bardziej, bo przecież historia kota to historia o wolności, mimo iż człowiekowi udało się udomowić krowę, konia i psa to kot pozostał do końca zwierzęciem wolnym, podążał zawsze własnymi ścieżkami i chodził dokąd chciał. I tak jest do dziś. 
 „Lepiej własną iść ścieżyną, choćbyś ciemną szedł doliną” – śpiewa Kocur i dodaje: „Lepsza taka kocia rada, niż zapchana autostrada”. 






 wszystkie fot. Karol Krukowski, źródło : http://www.teatrlalek.wroclaw.p
Historie te i innych jedenaście można odnaleźć w książce " Takie sobie bajeczki " Rudyarda Kiplinga, o której to właśnie marzyć zaczynamy i wpisujemy ją na listę wanted. Ale same historie pokazane na scenie nie były by aż tak niesamowite gdyby nie scenografia autorstwa Józefa Wilkonia i Inez Krupiński. Tak to właśnie ogromne rzeźby tego Józefa Wilkonia ( i tu przydała się moja znajomość książki "Psie życie", bo od razu odgadłam autora rzeźb) stanęły dziś na deskach teatru, piękne, naturalne i tak strasznie prawdziwe. Z grubo ciosanego pnia, zaledwie z kilku uderzeń siekiery powstały kształty naznaczone charakterem i indywidualnością. Małpa nie jest tylko małpą reprezentującą gatunek, ale także postacią bezczelną o wielkiej sile przebicia. Wąż zajęty swoimi sprawami, wygląda jakby coś knuł podstępnie na boku, a słoń beztroski i bardzo naiwny został zaopatrzony we wrodzone zdumienie nad światem. 
Polecamy ogromnie! Naprawdę warto wybrać się na to przedstawienie. 


26 komentarzy:

  1. ja też od razu poznałam, że to prace WIlkonia! PIĘKNE! jeśli tylko będę miała okazję - zabiorę Ewkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozazdrościć takiego teatru! My w Warszawie mamy Teatr Małego Widza, gdzie są przedstawienia nawet dla dwulatków! (My też niedługo wybieramy się na przedstawienie). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś jak byliśmy w Warszawie były plany by się wybrać ale w końcu nie wypaliło. Więc znam ten teatr tylko z opowiadań.

      Usuń
  3. Rzezby Wilkonia też pierwsze, co rzuciły mi się w oczy :) , gdy tylko nadarzy się okazja pomkniemy na spektakl, choćby dla samej scenografii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z teatrami dla dzieci bywa różnie. Gdy mieszkaliśmy w mieście na Ł. bardzo zniechęciło nas jeden z nich. Przedstawienia dla dzieci nie miały uroku baśni. Były bardzo futurystyczne i bardziej odwoływały się do naszej, rodziców, perfekcji. Ale inny teatr na którym również byłam jako opiekun, zachwycił mnie wyświechtanym przecież "Kopciuszkiem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uwielbiam takie teatry( nie cierpię słodkich, "różowych" przedstawień) i chyba przekazuję tego bakcyla moim dziewczynom bo one mimo iż te śliczności też lubią to często wpadają w zachwyt właśnie taką nowoczesnością i innością.

      Usuń
  5. Ja nie odgadłam, że to Wilkoń, ale - ach, spektakle wyglądają bardzo interesująco. Szkoda, że u nas (Irlandia) tak mało się dzieje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnijcie chociaż po książkę, też warto.

      Usuń
  6. U moim mieście też jest na szczęście teatr lalek -co wiecej odbywa się tu festiwal sztuki lalkarskiej, a to prawdziwa gratka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdrościmy bardzo. I to na przypomina, że od czerwca nie byliśmy w teatrze! :-/

    OdpowiedzUsuń
  8. I jak tu się nie cieszyć na powrót do Wrocławia? :) A tu jest audiobook tego samego autora o Słoniątku. http://iczytam.pl/prod71,41 Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. szkoda,że my tak daleko do Wrocławia mamy! żal!

    OdpowiedzUsuń
  10. O takich fajnych wydarzeniach to my tylko pomarzyć możemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenia się spełniają, np we Wrocławiu :)

      Usuń
  11. Z taką pasją opisałaś te przedstawienia, że nabrałam wielkiej ochoty na nie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdźcie chociaż książkę, ja to teraz myślę o tek książce ciągle. Chyba nawet jutro w bibliotece sprawdzę czy jest bo akurat się wybieramy.

      Usuń
  12. Wspaniała sprwa! W czerwcu widziałyśmy wspaniałe przedstawienie w Wawie, natomiast u nas...:/ Marzy nam się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś u nas zaplanujemy...zobaczy się. :)

      Usuń
  13. byłam z moim 4-latkiem
    Rewelacyjne przedstawienie!
    siedział z otwartą buzią mimo 80 minut ;-)
    pozdrawiam
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak robiło to na dzieciach wrażenie, nasze pięciolatki to aż wstawały momentami z wrażenia.

      Usuń

Dziękuję za komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...