czwartek, 25 lutego 2010

Receptura Pastéis de Belém


Szukałam przepisu, który zadowoli moją przyjaciółkę, od wielu lat wiernie i niezmniennie zakochaną w Lizbonie. Jejciu ile się o tych pasteis nasłuchałam, jakie są pyszne, jak mi nie raz ślinka leciała i w myślach wyobrażałam sobie jak mogą smakować. Te prawdziwe, właśnie z Belem. Jej opowieści przyprawiały mnie o marzenia senne o tych ciastkach. Dziś postanowiłam zaskoczyć przyjaciółkę i spróbować zbliżyć się do ideału. Oczywiście ideał to nie tylko składniki, to również atmosfera tego miejsca, klimat i ludzie, którzy to miejsce tworzą. Obiecałam sobie, że kiedyś osobiście urządzę ucztę moim kubkom smakowym stojąc przed kawiarnią Pastéis de Belém i zachwycając oczy widokiem pomyślę: żyć,nie umierać. I dziś też tak pomyślałam choć w domowym zaciszu. I albo moja kochana przyjaciółka była bardzo miła albo rzeczywiście byłam bliska ideału :)

poniedziałek, 22 lutego 2010

Moher


Zaczęło się strojenie, przebieranie się, ubieranie na siebie wszystkiego co się da. Nasz hit ostatnich kilku dni : babciny beret na głowę, rogal na twarzy i maszerujemy po całym domu...

środa, 17 lutego 2010

Słodko?


Miotam się ostatnio wśród moich nastrojów : raz się wściekam, za chwilę śmieję się z byle czego, raz mi gorąco, potem spię w swetrze bo mi zimno, raz mi słabo, później mam tyle energii, że nie umiem w miejscu usiedzieć. Druga rzecz to burza smaków : jejciu mam na coś ochotę, otwieram lodówkę, biorę gryza i mam dosyć. Raz słone, raz słodkie. Jakieś mnie dziwne mdłości łapią, jakieś zawroty, drzemki w ciągu dnia... Nie jest łatwo ale ja wierny optymista powtarzam sobie : jeszcze kilka tygodni. Z przyjściem wiosny i drugiego trymestru wszystko się zmieni!

Gdy słyszę po obiedzie: " Nie ma nic słodkiego??" odrazu biorę się do roboty :) Dziś czekoladowe ciasteczka z rodzynkami i suszonymi śliwkami. Czyli szybkie coś z niczego. Przepis zaczerpnięty od Dorotuś.

sobota, 13 lutego 2010

Krótko.O nim.O niej.O nich.


On. On lubi spać, on zapomina o czasie popijając kawę przy porannej gazecie . On chce być własnym szefem i powoli realizuje to marzenie. On uwielbia sporty zimowe. On nie lubi tańczyć. On kocha ją.

Ona. Ona uwielbia kolczyki w kształcie serca. Ona jest małą pedantką.Ona nie usiedzi na miejscu. Ona lubi słuchać radia. Ona uwielbia taniec. Ona nie lubi swojego braku asertywności. Ona kocha wiosnę i jego.

Oni. Oni lubią wpadać do księgarni i przeglądać książki. Oni uwielbiają spontaniczność. Oni są już razem ponad jedną trzecią życia. Oni chcą mieć swój piękny dom z ogrodem. Oni chcą mieć dużo dzieci. Oni kochają swoje miasto. Oni bardzo kochają Zosię.






czwartek, 11 lutego 2010

Bez wyrzutów sumienia



Tłusto, słodko, pysznie i bez wyrzutów sumienia. Pierwszy raz ulubione chrusty wyszły spod mojej ręki. Moja ciocia robi przepyszne! Ale nie pytając jej o przepis sama wyszperałam jakiś by móc zaeksperymentować. Wyszły wyśmienite, takie miękkie i chrupiące jednocześnie. Posypałam toną cukru pudru bo go uwielbiam. Poprostu palce lizać. Myśl, że mogę się nimi zajadać do woli i nikt mi nie powie, że z tego powodu przytyję - bezcenna! Wszystkim chrusto i pączko-zjadaczom życzę dziś wszystkiego najlepszego.

wtorek, 9 lutego 2010

Zosia w B/W


Ostatnie dni upływają pod hasłem : Zosia i ja. Tatu dzielnie pracuje i całymi dniami jest out. I uwierzcie mi, że Zosia jest bardzo grzeczna jak jesteśmy same, i bawi się pięknie, i obiad pozwoli ugotować, i posiedzieć na kanapie chwilkę. Aż jej nie poznaję...Jednak gdy zbliża się godzina zero, Tatu staje w drzwiach, przekręca klucz i zastaje inną Zosię. Zosię wieszającą się na spodniach, Zosię krzyczącą i płaczącą, Zosię śledzącą każdy jego krok. Zosię bardzo tęskniącą.




sobota, 6 lutego 2010

Urodziny dziadka.


Powiem szczerze nigdy się nie zastanawiałam w czym tkwi fenomen mojego Taty, że tak bardzo wszyscy do niego ciągną, a jego samego otacza jakaś wszechobecna dobroć. Dla mnie od zawsze był kochanym Tatą i nigdy nawet nie myślałam inaczej. Jednak teraz gdy za każdym razem patrzę na wyciągniete rączki Zosi jak tylko w zasięgu wzroku pojawi się jej ukochany Dziadziu to myślę sobie, że Dziadziu ma naprawdę w sobie to coś. I choć ideał nie istnieje, to on jest mu bardzo bliski. Jeszcze raz 100 lat Tato!!!




p.s photos by D.

piątek, 5 lutego 2010

Ulubieniec


Dziś już lepiej, lepiej choć noc nie należała do najprzyjemniejszych. Dziś dostałam od męża mój smakołyk. Jak ja go uwielbiam. Serek oczywiście :) Szybko znika z kuchennego blatu. Pozostaje po nim tylko zapaszek. I kiedy kilka dni później zastanawiamy się z mężem co się popsuło w lodówce, okazuje się, że sprawcą wciąż unoszącego się zapachu jest mój kochany Rustique. Mniam.

czwartek, 4 lutego 2010

Jabłka, cynamon i rodzynki na pocieszenie



Taaaaak... przychodzą czasem takie dni jak ten, kiedy wstaje rano po ciężkiej nocy (Zosi czwórki wychodzą) i nie mam siły na nic. A w głowie gonitwa myśli, kłębią się problemy i obowiązki. Karmię małą a myślami wyciągam mięso z zamrażalnika, odkurzam cały dom, w myślach patrzę na zegar i widzę, że już po 11 więc zbieram się do wyjścia na spacer. Ach tak a ja jeszcze nie zjadłam śniadania...W biegu jem śniadanie. Wychodzę i nie umiem się cieszyć białym, pięknym parkiem iskrzącym w słońcu. Nie umiem się dziś skupić na niczym. Wszystko się nagle kumuluje w jednej małej głowie i paruje... Niestety są takie dni jak dziś, które chcemy zakończyć w momencie kiedy się rozpoczęły.

Na pocieszenie w biegu ulepiłam znane mi już ciasto na drożdżówki. Tym razem wersja z jabłkami, cynamonem i rodzynkami. Wszystko w wersji dla mojego małego alergika. Zamiast mleka UHT - mleko w proszku Bebilon Pepti, zamiast masła- margaryna bezmleczna Maryna, zamiast jajka kurzego- jajka przepiórcze. Później wyszłam z domu na 4h i całkiem o cieście zapomniałam. Ale urosło, bułki się upiekły więc zjadam je i zakańczam ten dzień.


wtorek, 2 lutego 2010

Never ending snowing...ooooooo



Wciąż sypie, ciągle pruszy i zawiewa. Zaspy śniegu niedługo sięgną naszych okien na drugim piętrze... Czy to się kiedyś skończy? Nie żebym narzekała, ale już nie pamiętam jak wiosna wygląda.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Mały sportowiec


I w czym tu nadzieję pokładać? Może narty, deska?




A może zapasy?

Chleb ze śliwką


Zalegają mi te śliwki suszone w lodówce jeszcze od Świąt, wiec się za nie dziś zabrałam. Chlebek wyszedł pyszny ale to zasługa przypraw. Dodałam tymianek i kminek w sporej ilości bo lubię :)
Bazą do wypieku chleba jest oczywiście przepis Liski, choć zrobiłam jak zwykle trochę po swojemu. Swoją drogą strasznie ciężko wyrabia się żytnie chleby ręką...Dlatego robię to tylko chwilkę do momentu wymieszania składników. Niemam nigdy siły na wielominutowe wyrabianie ciasta. Może mnie kiedyś mikser zastąpi...Kto wie.
W sumie były dziś trzy chleby ale dwa poszły się na imprezę urodzinową znajomego mamy. Chlebomania trwa.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...