Rozpoczęła się era lali w wózku. Lala Agatka tzn "dzidzi" Zosi jest na topie już od jakiegoś miesiąca, codziennie rano dzidzi je zupkę ugotowaną przez Zosię, myje zęby moją szczoteczką do zębów, czesze włosy moją szczotką do włosów, wyciera pięknie nosek chusteczką ( to pozostało po katarze ). Potem ląduje w łóżeczku małego czworonoga i jest przykrywana kołderką. Jest przytulana a Zosia robi jej caaaaaacy. Kilka dni temu Zosia nawet przekonała się do wózka dla lalek i pięknie wyprowadziła dzidzi na spacer.
To miłe tak patrzeć jak Zosia super zajmuje się dzidzi. Ciekawe czy prawdziwe dzidzi nie zmieni tej opiekuńczości?
Zachciało mi się naleśników, ale niezbyt lubię takie na słodko ( no chyba, że z nutellą i bananami :)). Moja ulubiona wersja to ze szpinakiem i kaszą gryczaną. Do tych dodałam jeszcze tonę czosnku i mozarellę. Wyszło pycha. Każdy ma jakiś swój sprawdzony przepis na naleśniki ale ja sobie upodobałam ooo taki i polecam go szczególnie. Sa one wyjątkowo cieniutkie w sam raz do zapiekania z przeróżnym nadzieniem. Smacznego!
Byliśmy wczoraj w kinie, ach nie mogłam się już doczekać bo po pierwsze dawno nie byliśmy nigdzie we dwójkę, tym bardziej w kinie, a po drugie chciałam strasznie obejrzeć nowy film Allena odkąd 9 kwietnia pojawił się w kinach. Film poprostu rewelacja. I nie chwalę go tylko dlatego, że lubię Woodego Allena. Kto obejrzał wie o czym mówie. Słuchajcie dawno nie obejrzałam filmu, który nawet na chwilkę mnie nie znudził, zasypały mnie intrygujące i inteligentne dialogi, które rozbawiały do łez. Kreacja głównego bohatera była poprostu mistrzowska, wykapany obraz samego Allena ( swoją drogą szkoda, że nie chce mu się już samemu grać ). Jego zgryźliwość, ztetryczałość i geniusz powaliły mnie na kolana. Jeszcze się uśmiecham :)
Przyjaciółka zesłała foto wieści ze swojej podróży życia. Poleciała do Nowej Zelandii ot tak o...a w zasadzie w słusznej sprawie bo za miłością :). Poznali się w Amsterdamie, spędzili razem 4 dni i później nie mogli przestać o sobie myśleć. On wysłał zaproszenie, Ona szalona przyjęła. I poleciała na koniec świata. Chyba dalej się już polecieć nie da. Wróci pod koniec kwietnia to będą szczegóły. O jej przygodach sercowych w różnych zakątkach ziemi można by napisać niezły romans. Ciekawe jaki będzie finał tej miłości?
Zdjęcie trochę niewyraźne,robione jej mała cyfrówką ale tak się przy nim rozmarzyłam.
... dziś w roli główniej ciasto marchewkowe ze słonecznikiem. Przepis zaczerpnięty z Moich Wypieków choć bardzo zmodyfikowany. Cukru odrobinka, zamiast orzechów -słonecznik i cała micha startych marchewek. A i brak piernikowej przyprawy, został tylko cynamon. No i moja wersja jest bez polewy twarożkowej. Pyszne i zdrowe. Cała rodzina się zajada choć dla dziecia miało być.
p.s Zosia opanowała sztukę picia soczku w kartonie. Uff już nie łazi i nie rozlewa po całym domu choć czasem jeszcze zaszaleje.
Miałam milczeć, nie pisać nic bo nie wiedziałam nawet jakich użyć słów...ale nie umiem się ugryźć w język. Nie mogę już wytrzymać tej całej medialnej szopki wokół tego co się stało, mam ochotę wyrzucić telewizor przez okno. Wiecie co? Ta tragedia mi uświadomiła, jak ja, taki szary człowiek, nie wiele wie o świecie, o tym jak żyją inni, co czują, przeżywają... Niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego za życia prezydenta oglądałam tylko jego wpadki, potknięcia, pośmiewcze komentarze co utwierdzało mnie w przekonaniu, że rzeczywiście nasza głowa państwa nie jest zbyt rozgarnietym człowiekiem. Musiał zginąć , żebym dowiedziała się więcej? Że był uwielbiany, że był patriotą, że wierzył tylko w Polskę, że był cudownym, ciepłym i dobrym człowiekiem. Pytam zatem dlaczego ja, obywatel Polski nie byłam świadoma jego cudowności za jego życia? Czemu nikt nie raczył mnie wtedy o tym uświadomić? Media robią z nas kompletnych idiotów, kreują obraz Polski jaki chcą, jakże inny od naszego codzienniego życia, od prawidziwych uczuć i emocji.
Jestem strasznie wkurzona, że świat zabrął, aż tak daleko... Choćby na przekór będę zwalniała tempo życia, mam ochotę zbudować chatkę w lesie i uprawiać marchewki, a moje dzieci niech biegają w samych szmatach i wspinają się po drzewach.
p.s I poważnie myślę czy wspaniałe urządzenie zwane potocznie telewizorem będzie nam jeszcze potrzebne? Chyba chcę bez niego żyć.

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski