Tak urzędują dziewczęta rano. Biegunka wciąż na fali ale samopoczucia dobre!
To drugi tort w życiu, który wykonały moje dłonie. Samodzielnie. Więc pozwólcie, że będę z niego dumna. Wzorowałam się na przepisie z Kwestii Smaku. O tym. Zabrakło mi jednak truskawek na oba piętra, więc skupiłam się bardziej na musie truskawkowym( szczególnie, że z odmrożonych zapasów truskawek mus zrobił się sam). To tyle o torcie bo i tak pozostała już tylko pamięć o nim.
Jeśli chodzi o nasze zdrowie to nie jest dobrze! Wiadomym było, że będzie kolejna ofiara ale żeby wszyscy domownicy na raz? Kto to widział... Ale niestety wczoraj to cholerstwo położyło nas wszystkich na kolana, na pierwszy ogień poszłam ja, potem babcia a w nocy dopadło męską część naszej rodziny( a tak się biedak cieszył, że go ominie). Tak więc dzisiejszy dzień był dla nas jak z życia wyjęty. Dobrze, że już się kończy.
Chociaż wiedziałam, że zima przyjdzie, do końca miałam nadzieję, że może w tym roku zapomni o nas, albo odpuści trochę...zapowiada się jednak inaczej. W każdym razie żeby ptaki nie głodowały my już powiesiliśmy kule dla ptaków przed domem. Wieszamy je co roku. Zachęcam wszystkich do konstrukcji takich kul. Zdjęcia są zeszłoroczne, bo chwilowo nie mam głowy do szpiegowania pod oknem i czekania aż podlecą ptaszki. Chwilowo to siedzimy z wirusem. Starsza siostra pół nocy wczoraj wymiotowała prawie mdlejąc na rękach, a młodsza ma totalną biegunkę od dwóch dni. I teraz latam, dokarmiam, nawadniam i pilnuję, żeby się ta przygoda szpitalem nie skończyła.
p.s Dziewczynkowa babcia ma dziś urodziny więc jeszcze raz składamy jej życzenia. Tort urodzinowy powstawał wczoraj wieczorem pomiędzy karmieniem młodszej a trzymaniem głowy starszej. Ale powstał. Na zdjęcie w całości się już nie załapał ale jutro wam go pokażę i podzielę się przepisem, z którego korzystałam. Wyszedł piękny. A w smaku też podobno rewelacja. Tak słyszałam :/
I znowu nas znalazła, zaczaiła się i dopadła...Wczoraj usłyszałam od lekarza diagnozę : skaza białkowa. I co innego miało być? Kiedy młodsze dziecię od jakiś 3 tygodni zaczęło przypominać muchomorka, spać nie może, męczy się, spina i wygina. Taaaaaaaaaa... I biedna matka znów z wywalonym jęzorem i wiecznym ślinotokiem będzie przez najbliższe miesiące patrzyła na ukochany nabiał. Czy da radę? Nie wiem. Ale napewno spróbuje.
Na pocieszenie owsiane ciasteczka sobie upiekłam. To przepis z serii jak z niczego zrobić coś. Znaleziony w Moich Wypiekach. Zosia też chrupnęła raz czy dwa, zdrowe i nie słodkie. Niestety :/






